Proces samodzielnego planowania treningu może być czasochłonny. Natomiast zlecenie ułożenia planu innej osobie na pewno wyciągnie Wielkiego Księcia Litewskiego z Twojego portfela.

Ja stawiałem na samodzielność.

Trudne początki

Dawniej szukałem masy informacji, oglądałem dużo filmików i z tego starałem się ułożyć program treningowy dla siebie. Zajmowało mi to dużo czasu, bo jak gdzieś w sieci zobaczyłem ze dwa, trzy nowe i interesujące ćwiczenia musiałem je wpleść w swój program. Oczywiście cała “zabawa” z planowaniem zaczynała się od nowa.

Dlatego wiem jak frustrujące może być układanie sobie samemu programu treningowego. Nie dziwię się, że niektórzy są w stanie zapłacić innej osobie czasem niemałe pieniądze, aby zaoszczędzić sobie takiej pracy.

Na szczęście w jednej książce natrafiłem na ciekawą metodę, która proces planowania treningu zamieniła w przyjemny, szybki i sprawiający frajdę (przynajmniej w moim przypadku) proces. Jest to….

Metoda dwóch kości

W jednym zdaniu ujmując, to zwykłe kości do gry dyktują, to jak mój trening danego dnia będzie wyglądać.

Gdy pierwszy raz usłyszałem o tej metodzie, byłem nastawiony mega pozytywnie. Dotyczyła ona treningu z odważnikiem kulowym. Mianowicie, brało się dwie kości do gry i liczba oczek, które się wyrzuciło oznaczała ilość minut, w ciągu których będę musiał wykonywać jak najwięcej powtórzeń rwania.

Sprawiało mi to dużo frajdy, ale czułem, że zaproponowane w książce rozwiązanie mogłoby mi się szybko znudzić. Dlatego podrasowałem tę metodę. Czułem, że ma potencjał.

Kości do gry na sterydach

Pomyślałem, że warto by ujarzmić losowość tej metody i przypisać ją do innego rodzaju treningu. Po poświęceniu kilku ładnych godzin powstał losowy system układania dziennego planu treningowego, który jest zamknięty w jasno określonych ramach.

Polega to na tym, że pierwszy rzut decyduje o tym jaki rodzaj treningu będę wykonywać. Parzysta liczba oczek mówi mi, że dziś pora na trening biegowy. Z kolei nieparzysta informuje, że dziś trenować będę siłowo.

Drugi rzut określa dokładnie jaki będzie to bieg, albo jak będę trenować na siłowni. Na tym etapie kości zdecydują, czy będę biegał interwały, czy może danego dnia chwycę za odważnik kulowy.

Następne etapy są bardziej szczegółowe, ale nie będę wdawał się w szczegóły. Chcę po prostu uniknąć przynudzania. Najważniejsze jest to, że od pierwszego rzutu kością, do pełnego planu danego dnia upływa zazwyczaj kilka minut. Po tym czasie wiem co mam do zrobienia.

Dlaczego działam w taki sposób?

Jak każdy mam swoje ulubione ćwiczenia, ale też znam takie, za którymi nie przepadam, a są wartościowe. Gdybym zdawał się na codzienne kaprysy, wykonywałbym w dużej mierze tylko te ćwiczenia, które lubię, często pomijając pozostałe.

Jeśli jakieś ćwiczenie wskażą mi kości do gry, to muszę je wykonać. Bez marudzenia. Z jednej strony mam element losowy. Natomiast z drugiej mogę go kontrolować, dlatego że to co znajduje się na mojej liście ćwiczeń jest starannie wyselekcjonowane i przemyślane.

Losowość działa, jeśli masz kontrolę nad tym co losujesz.

Zasubskrybuj teraz


Leave a Reply

Your email address will not be published.